180

Korekta stwierdziła, że pierwszy raz znalazła coś, z czym może się utożsamić z główną bohaterką.
Ciekawe, co to było :)

Czyż nie tego właśnie chciałaby Alke? - zapytał sam siebie, gdy oddalił się od Iny wystarczająco daleko, by ta go nie słyszała. - Przyszłość, którą poznała, mogłaby się nigdy nie zdarzyć, gdyby usunąć z niej ten jeden malutki element…
Demon przerwał bezcelową gonitwę myśli. Nie był w stanie doprowadzić do śmierci Iny wiele lat temu, zanim się do niej przywiązał. Perspektywa, że teraz miałby na to pozwolić, nie mieściła mu się w głowie. Raz na jakiś czas jednak wspomnienia o księżnej powracały, przypominając mu, jak bardzo ją zawiódł.
- Jednak jej śmierć rozwiązałaby tyle problemów…
Baray obróciła się gwałtownie wyciągając przed siebie sztylet, którym ścinała zioła. Głęboki głos, który na pewno nie wydobył się z elfiego gardła, wywołał ciarki na jej plecach. Nie zrozumiała słów, które padły, oraz nigdzie nie dostrzegła istoty, która mogła je wypowiedzieć.
- Kto tu jest?! - krzyknęła, obracając się wokół własnej osi.
Demon nie odpowiedział. Zdarzyło mu się już wcześniej wygłaszać komentarze na głos, ale wtedy przeważnie był sam z Iną. Dla dziewczyny nie było większego znaczenia, czy mówił do niej w myślach czy normalnie. Był przekonany wręcz, że adeptka magii nie byłaby w stanie tego odróżnić.
- Pokaż się! - kobieta starała się opanować, ale przerażenie zaczynało przejmować kontrolę nad jej ciałem.
Wyczuwasz mnie… Ciekawe. Czyżby twój strach sprawił, że obudził się w tobie dodatkowy zmysł?
Zielarka jednak nie mogła go usłyszeć. Zacisnęła dłoń na broni i rzuciła się ucieczki.

Baray wbiegła do domu i zatrzasnęła za sobą drzwi. Zasunęła zamek i opadła na podłogę ciężko oddychając. Trwała tak jakiś czas, dopóki jej oddech się nie uspokoił. Dopiero wtedy poluzowała uścisk na nożu. Rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby widziała je pierwszy raz w życiu. Kobieta wyszeptała krótkie zaklęcie i tuż przed nią pojawiła się kula światła wielkości pięści. Podniosła się ciężko i ponownie obiegła wzrokiem pokój. Zamknęła oczy i zaczęła posyłać małe cząstki swojej energii w różnych kierunkach, jakby próbowała coś znaleźć.
Demon zaprzestał obserwowania zielarki i wrócił do Iny. Nie dowiedział się niczego ciekawego, nie wykluczył też kobiety całkowicie z podejrzeń. Gdyby ciało jego towarzyszki nie było trochę inne niż jej podobnych, prawdopodobnie nie przeżyłaby tamtego ukąszenia. Sama Baray stwierdziła, że zastosowała złe leczenie. Według niego mogła to zrobić celowo.

Nauczysz się tego dziwnego zaklęcia i wracamy do stolicy - oświadczył Inie, gdy zbliżył się do jej domu.
Gdy demon wszedł do środka, dziewczyna dość nieudolnie próbowała wytrzepać pościel.
- Dlaczego? - zapytała, gdy znalazł się w zasięgu jej głosu.
Nie jesteś tu bezpieczna.
- A w Silvermoon będę?
Prawdopodobnie… - urwał na chwilę. - Tak. Chodź poza wioskę, pomogę ci.
- Jaki jest sens robić porządki, jeżeli za chwilę mamy stąd wyjechać?
Może kiedyś znów zdecydujesz się tu przyjechać na kilka dni.
- Nie brzmisz przekonująco. Nie mam zamiaru sprzątać, za chwilę znów się zakurzy. - Tupnęła nogą i teatralnie obróciła się na pięcie.
Zrobisz, jak uważasz. Pamiętaj tylko, że jestem tu, by ci pomóc.

179

Zgodnie z zapowiedzią facebookową - przed Wami notka.
Zapraszam do czytania :)


Elf zbladł po słowach Inarei.
- Jutro o świcie spotkajmy się przy moście za wioską - odpowiedział po dłuższym milczeniu. Następnie odwrócił się i bez pożegnania się oddalił. Był wyraźnie zdenerwowany.
Jest zbyt niepewny. Ukrywa coś.
- Skąd wiedziałeś, co powinnam powiedzieć? Powtórzyłam mu twoje słowa, ale to, co wymyśliłeś… Przecież starszyzna mnie nienawidzi.
Tak, ale on o tym nie wie. Dostaniesz to, czego chciałaś, mała Ino. Mag pokaże ci swoje zaklęcie.
- Czy będę w stanie się jego nauczyć? W końcu nie jestem magiem.
Nie wiem. Na pewno tak długo, jak ten mężczyzna nie zorientuje się, że uczysz się na warlocka, będzie próbował cię nauczyć. Rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć?
- Mam się nie przyznawać? A jak będzie chciał, bym rzuciła jakieś zaklęcie, by zobaczyć co umiem?
Magowie używają ognia. Warlocy też.
- Szkoda tylko, że do dzisiaj Erathiel mnie nie nauczył ani jednego zaklęcia opartego na ogniu. Dlaczego w ogóle ty mnie nie uczysz? Tłumaczysz lepiej niż Erathiel. Miałeś do czynienia z takimi jak ja, a mimo to…
Wielu warlocków zginęło bądź oszalało, bo nie mogli zapanować nad mocą. Owszem, mógłbym pokazać ci zaklęcia, ale nie mam pojęcia, gdzie jest granica, której nie powinnaś przekraczać. Wraz z twoim treningiem powinna się ona przesuwać, ale nie wiem, gdzie jest wyznaczona obecnie. Patrząc na to, w jaki sposób uczy cię Erathiel, sądzę, że on też dokładnie nie zna granicy twojej poczytalności. Nie chce ryzykować, by cię nie stracić, zupełnie jak ja.
Ina nie zrozumiała słów, których użył demon. Nie przeszkodziło jej to jednak odgadnąć sensu jego wypowiedzi.
- Twierdzisz, że mój - prychnęła - mistrz uczy mnie tak nieumiejętnie, bo obawia się, że nie zapanuję nad mocą?
Jest to jedna z wielu możliwości. Inna jest taka, że Erathiel po prostu nie potrafi nauczać. Podobno nie brał wcześniej uczniów, więc skąd ma mieć o tym pojęcie? Jego edukacja zakończyła się dłuższy czas temu, więc prawdopodobnie nic z tego nie pamięta. Skłaniam się jednak do poprzedniej myśli. Jego strach blokuje was oboje, ale… przynajmniej nie naraża cię niepotrzebnie.
- Naprawdę w to wierzysz? Nie odbieram tego w ten sposób.
Zawsze możesz go zapytać. Wątpię jednak, że ci szczerze odpowie.
- Czyli nie mam nic, co mogłabym bezpiecznie pokazać magowi.
Nie masz. Jeżeli jednak zajdzie potrzeba, złóż ręce przed sobą. Zrób to teraz.
Gdy elfka spełniła polecenie demona w jej dłoniach pojawił się mały płomień.
Nie parzy cię? - upewnił się demon.
- Nie, jest w porządku.
W takim razie ty wykonasz ten gest, a ja przywołam ogień. Mag nie będzie miał szansy się zorientować, że to nie ty rzuciłaś zaklęcie.

Baray zapukała w drzwi po niedługim czasie. Przyniosła dziewczynie jedzenie oraz kolejne smarowidło na rękę. Kobieta nie dała się wciągnąć Inarei w żadną dyskusję. Zrobiła to, co uznała za konieczne i wyszła, tłumacząc się innymi sprawami. Demon postanowił ją śledzić.

Odwiedziwszy sąsiadów, zielarka zadawała im niepozorne pytania. Głównie o stworzenia, których wcześniej nie było w okolicy, ale ani razu nie powiedziała, o co jej dokładnie chodzi. Kobieta była lubiana, mieszkańcy rozmawiali z nią szczerze i nawet się nie zajęknęli, gdy upewniała się, że nikt z danego domostwa nie pragnie śmierci Iny.
Demon starał się stłumić w sobie uczucia. Jego towarzyszka była niedaleko, więc prawdopodobnie mogłaby wyczuć jego stan. Nie chciał tego. W tym momencie chciał przede wszystkim zebrać informacje. Dziwne zachowanie Baray mogło wskazywać na to, że kobieta miała coś wspólnego z niedawnym stanem adeptki magii, ale nie pasowało mu to. Zielarka była wyraźnie przejęta stanem, w jakim widziała Inę i chciała jej pomóc. Nie zachowywała się jak morderca. Na dodatek zadawane teraz przez nią pytania można było zrozumieć dwojako. Albo kobieta próbowała dowiedzieć się, czy ktoś poza nią chciałby Inie wyprawić pogrzeb, albo chciała znaleźć winnego. Czyli w tej wiosce był ktoś, kto próbował skrzywdzić jego Inę.

178

Dzieją się rzeczy, o których nie chcę bądź nie mogę napisać. Jednak nie jestem w stanie wytłumaczyć, czemu chociaż nie dałam znaku, że blog będzie miał kolejny przestój. Może dlatego, że z każdym tygodniem liczyłam, że notka się pojawi... Tym razem się udało. Życzę Wam miłej lektury i dziękuję za cierpliwość.


Adeptka magii pobieżnie opowiedziała towarzyszowi, co ją spotkało, skupiając się głównie na jej kłótni z Erathielem. Istota cienia nie potrafiła jednoznacznie powiedzieć, gdzie się znajdowała przez cały ten czas.
Byłem jednocześnie w jednym i w wielu miejscach naraz. Sporo czasu minęło, zanim się pozbierałem. Gdy tylko mi się to udało, zacząłem cię szukać. Wezwałaś mnie będąc w Silvermoon, ale gdy tam dotarłem, ciebie już nie było.
- Wezwałam…? - zapytała zdziwiona.
Wypowiedziałaś moje imię…
- Czyli powinnam to zrobić od razu jak zniknąłeś.
NIE!
Krzyk, który Ina usłyszała w jej głowie, sprawił, że się cofnęła i spadła z łóżka. Demon błyskawicznie znalazł się przy niej i pomógł jej się podnieść.
Przepraszam… Ale nie możesz tego robić, chyba że sytuacja będzie naprawdę beznadziejna.
Dziewczyna trzymała się za głowę i próbowała rozmasować rosnącego guza.
- Właściwie dlaczego nie? Skoro dzięki temu szybciej znajdziesz się przy mnie.
To niebezpieczne dla nas obojga.
Elfka nie odpowiedziała nic na słowa demona, zaczęła się w niego wpatrywać oczekując odpowiedzi.
Musisz zrozumieć…
- Byłoby mi łatwiej, jakbyś mi po prostu powiedział, o co chodzi.
Zostałem ostatecznie pokonany. Oficjalnie przestałem istnieć, moje imię zapisane jest w księgach jako imię tego, którego już nie ma. Światło zatriumfowało zmywając moje imię z krainy żywych. Dopóki tak jest, nikt nie będzie próbował mnie przywołać. Nikt nie będzie szukał zemsty, bo ta według niego już się dokonała.
- Brzmisz, jakbyś miał na myśli konkretną osobę.
Jedna osoba to mało, mała Ino. Tam były całe wioski.
Dziewczyna nie zrozumiała odpowiedzi jej towarzysza. Zanim jednak zdążyła zadać mu kolejne pytanie, rozległo się pukanie.
Demon poruszył się jako pierwszy, ale Ina zagrodziła mu drogę.
- Zostań - odparła wkurzona i podeszła do drzwi.
Otworzyła je bez zastanowienia spodziewając się Baray. Na ganku jednak nie dojrzała zielarki. Stał tam natomiast mag, z którym szarpała się poprzedniej nocy.
- Co ty tutaj robisz?! - krzyknęła czując ogarniającą ją złość. Nie potrzebowała teraz kolejnej konfrontacji, najpierw chciała rozmówić się z towarzyszem.
- Przyszedłem cię przeprosić.
- Przeprosiłeś, teraz możesz już iść.
Mężczyzna zmieszał się po słowach Iny.
- Chciałem się też wytłumaczyć. Nie wiedziałem, dokąd mnie kolega prowadzi. Nie wierzyłem, że Layoth mógłby mieszkać w takim miejscu. Na dodatek, gdy cię zobaczyłem w nocy, nie sądziłem, że jesteś jego córką. W ogóle go nie przypominasz. Znałem twego ojca, ale to było dawno temu. Zanim poznał tę kobietę.
Wyznanie maga sprawiło, że Ina nie zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Złość jednak zamiast ustąpić wezbrała w niej jeszcze bardziej. Mówiąc "tę kobietę" mężczyzna musiał mieć na myśli jej matkę.
- Gdy ją poznał, byłem o nią zazdrosny. O czas, który spędzali razem. O sposób, w jaki na siebie patrzyli. W końcu Layoth mnie odciął. Z perspektywy czasu wcale mu się nie dziwię. Kiepski ze mnie przyjaciel.
- To nadal nie tłumaczy, czemu próbowałeś się tu włamać.
- Mój towarzysz mnie podpuścił. Na dodatek nie wiedziałem, że chodzi mu o dom Riverside'ów. W tamtym momencie wydawało mi się to dobrym pomysłem.
- Czy wiesz, gdzie moi rodzice są teraz?
- Nie. Wiem, że przeszli przez bramę, ale nie wiem, co się z nimi stało potem.
Po dłuższej chwili ciszy oczy Iny rozpromieniły się.
- Możesz wynagrodzić mi te nocne najścia.
- W jaki sposób?
- Chcę, żebyś nauczył mnie tego zaklęcia.
- Którego? - Mężczyzna był wyraźnie zaskoczony takim obrotem spraw.
- Tego, którym przerwałeś mój czar.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł… Akademia by tego nie poparła.
- Masz wybór, tak samo jak ja. Możesz mnie nauczyć tego zaklęcia, nie powiem nikomu, że znam je od ciebie, albo mnie nie nauczyć. Tak samo jak ja mogę siedzieć cicho albo pójść do starszyzny i powiedzieć, że próbowałeś włamać się do mojego domu.

177

Korekta w połowie notki zapytała mnie, czy opisuję wieczór Iny, czy swój poranek...
Uzupełniłam nawigację o poprzednią notkę

- Dziecko, jesteśmy tu same - zielarka przemówiła po dłuższej chwili ciszy.
- Nie, nie jesteśmy…
To nie jest dobry pomysł, mała Ino. Nie brnij w to. Przyznaj jej rację. Powiedz, że jesteście tu tylko we dwie.
- On mówi, bym ci przyznała rację.
Baray usiadła na łóżku obok dziewczyny i pogładziła ją po głowie.
- Nie zdążyłam… - wyszeptała. - Mogę coś dla ciebie zrobić?
- Wody… Wodę poproszę.
Kobieta udała się do studni. Ina podążyła za nią wzrokiem, dopóki jej opiekunka nie zniknęła za drzwiami.
- Twoja bajka była o mnie?
Nie, mała Ino. Chciałaś bajkę, to ci ją opowiedziałem. Takie historie rzadko kiedy są prawdziwe.
- Brzmiałeś wiarygodnie, jakbyś opowiadał coś, co znasz.
To stara historia. Niemająca z tobą nic wspólnego.
Chora nie wydawała się przekonana tą odpowiedzią, ale nie ciągnęła dalej tematu. Z trudem podparła się na rękach i spróbowała usiąść. Syknęła i wróciła do poprzedniej pozycji.
Czujesz się lepiej, prawda?
- Tak, ale nadal jest mi zimno. Mimo że czuję, jakby w środku mnie coś wypalało.
To minie.
- Kiedy?
Nie wiem, ale minie.
- Dlaczego zachowujesz się w ten sposób? - Ina ponownie próbowała usiąść, ale łóżko uparcie ją do siebie przyciągało.
Demon nie odpowiedział. Zmoczył okład i położył go z powrotem na czole towarzyszki.
- Martwiłam się o ciebie…
Ja o ciebie też.
- Gdzie byłeś?
To… trudne pytanie. Nie wolałabyś o tym porozmawiać, gdy wyzdrowiejesz?
- Jeżeli wyzdrowieję - mruknęła w odpowiedzi.
Oczywiście, że wyzdrowiejesz. Wiem o tym.
Ina uśmiechnęła się słabo do demona. Miała wrażenie, że próbował ją pocieszyć, ale z drugiej strony był przekonany o prawdziwości swoich słów.
Zwariowałbym bez ciebie.
- Ty naprawdę z kimś rozmawiasz. - Baray stała w drzwiach od dłuższej chwili obserwując monolog i reakcje swojej podopiecznej. - Kto tu jest?
- Przyjaciel.
- Nie powiesz nic więcej?
Ina pokręciła głową. Kobieta była zawiedziona taką odpowiedzią, ale nie skomentowała tego. Postawiła wiadro zimnej wody i napełniła nią naczynie.
- Pij. Dobrze ci to zrobi.

Zielarka odetchnęła z wyraźną ulgą, gdy wstało słońce. Gorączka ustąpiła i Ina wyglądała dużo lepiej niż poprzedniego wieczoru. Nadal miała problemy, by samodzielnie usiąść, ale bez problemu utrzymywała sama kubek. Baray wypytała dziewczynkę o wszystkie szczegóły związane z pająkami. Po rozmowie postanowiła usunąć zagrożenie z okolicy. Mimo ich zabójczego jadu nie chciała zabijać stworzeń. Dużo bardziej przydałyby się jej żywe. Mogłaby używać ich wydzielin do tworzenia eliksirów.
Po głowie ciągle krążyła jej rozmowa z Kapierą. Kobieta mogła dowiedzieć się o chorobie Iny, to mała miejscowość i wieści szybko się roznoszą. Jednak Baray była pewna, że nikomu nie powiedziała o tym, co dokładnie ugryzło dziewczynę. Będzie musiała to wyjaśnić, ale po cichu. Nie chciała, by jej podopieczna dowiedziała się, że ktoś czyhał na jej życie. Niezależnie, co zrobili rodzice, dziecko nie zasługiwało na śmierć z tego powodu.

Słońce sięgało zenitu, gdy Ina się obudziła. Demon trwał w milczeniu przy jej boku pilnując, by nikt nie zakłócił snu dziewczyny. W końcu mieli czas, by porozmawiać.

176

Dawno, dawno temu, a właściwie to przed paręnastoma laty...


Przed wieloma wiekami, a może właściwie to jeszcze wczoraj żyła sobie mała dziewczynka. Mimo że wcale tego nie chciała, wyróżniała się w tłumie. Nie tylko ze względu na niezwykłe włosy w kolorze ognia, ani na szmaragdowe oczy. Przede wszystkim posiadała wyjątkowe umiejętności, z którymi się narodziła.
Kolor jej włosów nie był przypadkowy. Dziewczynka była dzieckiem ognia. Choć wydawać by się to mogło pozbawione sensu, to kiedyś żywioły chodziły po ziemi. Była jedną z niewielu pozostałości po starym świecie, chociaż nie miała o tym najmniejszego pojęcia.
Wspomnienia… powiedzmy, że dziewczynka miała na imię Iskra. Wspomnienia Iskry czasami nie pokrywały się z tym, co przeżyła do tej pory. Mówiła o tym rodzicom, nauczycielom i kolegom, ale nikt jej nie wierzył. Traktowali to jako nieszkodliwe wymysły młodego umysłu.
Z każdym dniem Iskra czuła się coraz bardziej osamotniona i odrzucona przez innych. Wszyscy uważali, że kłamie. Iskra stawała się coraz bardziej wyobcowana.

Trzymała się z grupką dzieciaków z okolicy. Chodziła z nimi do lasu, czy też raczej za nimi. Słuchała tego, co mówili, jakie mają problemy. Obserwowała innych i się uczyła, aż pewnego dnia uznała, że wie wszystko, co potrzebuje i zaczęła kłamać.

Wtedy zaczął się dobry okres dla Iskry. Biegała, bawiła się i śmiała się z innymi. Z pozoru była szczęśliwa. W środku jednak nieustannie odczuwała pustkę. Pustkę, która zapełniała się tylko wtedy, gdy dziewczynka patrzyła na ogień.
Przychodził do niej w snach. Przybierał postać wysokiego, przystojnego mężczyzny o pomarańczowych oczach. Przemawiał do niej łagodnie. Pocieszał ją, gdy miała zły dzień. Sugerował także, że nie musi tak żyć, nawet nie powinna. Wzywał ją, chociaż przez kilka lat nie potrafiła zrozumieć,  do czego. Przekonywał ją, że to, co Iskra widziała w swojej głowie, wydarzyło się naprawdę. Jedynie bardzo dawno temu, kiedy jej rasa nie chodziła jeszcze po świecie.

Iskra zaczynała jednak wierzyć innym, że jej dziwne wspomnienia to tylko wytwór wyobraźni młodego umysłu. Tak samo zaczęła traktować Ogień, który odwiedzał ją coraz rzadziej, aż w końcu zniknął z jej snów. Płomienie nadal ją do siebie przyciągały, ale nie próbowała już nadać temu głębszego sensu.

Lata mijały. Iskra z dziecka stała się dziewczyną, a z dziewczyny młodą kobietą. Wydawało jej się, że gdy dorośnie, to życie stanie się prostsze, wszystko nagle wskoczy na swoje miejsce…

- Legenda, którą ci opowiem, wydarzyła się naprawdę. Mimo że działo się to w całkiem niedalekiej przeszłości, nie istnieje jedna wersja tej opowieści. Przedstawię ci tę, w którą ja wierzę. Ta historia, która miejscami przypomina baśń, opowiada o miłości, zdradzie i… - Baray urwała.
Gdy tylko zielarka zaczęła mówić, demon przerwał swoją opowieść.
- I? - zapytała Inarea wpatrzona w swojego towarzysza
Ale tak się nie stało.
- i przeznaczeniu. Tamtego dnia…
W dniu swoich piętnastych urodzin...
- rozpętała się potężna burza.
nie mogła znaleźć dla siebie miejsca.
- Cały dwór… w ogóle podejrzewam, że…
Unikała rodziców i przyjaciół,
- od jego opisu powinnam zacząć.
mimo że wszyscy pragnęli złożyć jej życzenia.
- Jednak nigdy nie byłam dobra…
Nie chciała z nimi rozmawiać,
- w opisach. Musisz mi wybaczyć, dziecko.
nie chciała ich widzieć. Mimo że tego dnia miała oficjalnie dołączyć do społeczności…
- Burza zapisała się na kartach historii…
swojego miasteczka, czuła się samotna jak nigdy.
- nie tylko, jako największy kataklizm.
- Przestańcie! Nie możecie mówić jednocześnie, bo nic nie zrozumiem - Ina odezwała się pierwszy raz od dłuższego czasu.
Spojrzała z wyrzutem na demona, a następnie na Baray, na której twarz wkroczyło przerażenie.